Ceny nawozów sygnalizują zagrożenie kolejnym szokiem inflacyjnym w sektorze spożywczym
Rolnicy z półkuli północnej podjęli jedne z najważniejszych decyzji dotyczących siewu w tym roku, podczas gdy ceny mocznika gwałtownie rosły.
To właśnie ten moment ma większe znaczenie niż aktualne notowania rynkowe. Ceny nawozów zaczęły spadać w stosunku do wiosennego szczytu, ale wielu rolników zdążyło już dokonać zakupów po wyższych cenach, ograniczyć dawki nawożenia lub przestawić się na uprawy wymagające mniejszej ilości azotu. Konsekwencje tych działań będą widoczne dopiero później – w postaci plonów, wielkości zbiorów oraz cen płaconych przez przetwórców żywności.
Nie oznacza to jednak, że na pewno dojdzie do kolejnego globalnego kryzysu żywnościowego. Zapasy zbóż są na wyższym poziomie niż przed kilkoma poprzednimi wstrząsami, rynki nawozów są w stanie się dostosować, a niższe ceny mogą nadal przynieść ulgę w kolejnych sezonach siewnych. Niemniej jednak koszty składników odżywczych dla upraw ponownie sygnalizują, że inwestorzy, firmy spożywcze i decydenci nie powinni lekceważyć tej sytuacji tylko dlatego, że inflacja cen w supermarketach jeszcze się nie przyspieszyła.
Indeks cen nawozów Banku Światowego wzrósł o ponad 12 procent w pierwszym kwartale 2026 roku – był to szósty wzrost w ciągu siedmiu kwartałów. W kwietniu osiągnął najwyższy poziom od października 2022 roku. Najbardziej gwałtowny wzrost odnotowano w przypadku mocznika, najczęściej stosowanego na świecie nawozu azotowego, w wyniku zakłóceń w handlu i dostawach energii przez Cieśninę Ormuz.
Nawozy nie są jedynym czynnikiem wpływającym na ceny żywności. Ważną rolę odgrywają również warunki pogodowe, koszty pracy, transport, kursy walut, ograniczenia handlowe oraz marże detalistów. Jest to jednak jeden z niewielu kosztów, który może wpływać zarówno na to, ile rolnicy zasiewają, jak i na wielkość ich zbiorów. To sprawia, że obecny wzrost cen nie przypomina zwykłego wzrostu kosztów produkcji, a raczej stanowi ostrzeżenie dotyczące nadchodzącego cyklu rolnego.
Najważniejsza jest cena u producenta
Związek między nawozem a półką w supermarkecie nie jest ani bezpośredni, ani mechaniczny.
Rolnik uprawiający pszenicę, który kupuje nawozy azotowe w marcu, nie przenosi tego dodatkowego kosztu bezpośrednio na gospodarstwo domowe kupujące chleb w kwietniu. Wyższy rachunek wpływa najpierw na przewidywaną marżę gospodarstwa. Rolnik może ten koszt pokryć z własnych środków, zastosować mniej nawozu, zmienić uprawę lub zmniejszyć areał upraw. Dopiero po zbiorach rynek dowiaduje się, ile zboża wyprodukowano.
Przekazanie może zatem potrwać kilka kwartałów.
W opublikowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy badaniach oszacowano, że około 45 procent gwałtownego wzrostu cen nawozów może przełożyć się na światowe ceny zbóż w ciągu czterech kwartałów. Szacunek ten nie stanowi prognozy dla każdego kraju ani każdej uprawy, ale pokazuje, dlaczego ceny nawozów pełnią rolę wskaźnika wyprzedzającego, a nie równoczesnego.
Skutek ten przejawia się również na więcej niż jednym froncie. Wyższe koszty nawozów powodują wzrost kosztów produkcji pszenicy, kukurydzy i ryżu. Ograniczenie stosowania nawozów może obniżyć plony. Rolnicy mogą zrezygnować z upraw wymagających dużych ilości składników odżywczych, co wpłynie na przyszły skład podaży. Kraje uzależnione od importu mogą doświadczyć dodatkowego wstrząsu, jeśli ich waluta osłabnie w stosunku do dolara.
Konsumenci odczuwają skutki tych zmian z opóźnieniem i w różnym stopniu. Ceny mąki i paszy dla zwierząt mogą zareagować na te zmiany wcześniej niż ceny w restauracjach czy ceny wysoko przetworzonej żywności. Cena chleba obejmuje nie tylko koszt pszenicy, ale także koszty pracy, energii, opakowań, transportu i sprzedaży detalicznej, co oznacza, że 20-procentowy wzrost cen zboża nie przekłada się na 20-procentowy wzrost ceny bochenka chleba.
Najbardziej narażone są te produkty, w których surowiec rolny stanowi znaczną część kosztu końcowego lub w przypadku których podaż jest już ograniczona. Najbardziej podatne na zagrożenia są często te kraje, które importują zarówno nawozy, jak i żywność, mają słabe waluty i przeznaczają znaczną część dochodów gospodarstw domowych na podstawowe artykuły spożywcze.
Mocznik to miejsce, w którym energia zamienia się w pożywienie
Nawozy azotowe wytwarza się z amoniaku, który zazwyczaj pozyskuje się z wodoru uzyskanego z gazu ziemnego. Gaz pełni rolę zarówno źródła energii, jak i surowca, co powoduje bezpośredni związek między rynkami energii a kosztami produkcji rolnej.
Związek ten stał się widoczny po rozpoczęciu przez Rosję pełnej inwazji na Ukrainę w 2022 roku, kiedy to ceny gazu ziemnego w Europie gwałtownie wzrosły, a kilka zakładów produkujących nawozy ograniczyło produkcję. W 2026 roku związek ten ujawnił się ponownie, choć w inny sposób.
Zakłócenia w rejonie Cieśniny Ormuz wpłynęły na korytarz transportowy wykorzystywany nie tylko do przewozu ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego, ale także nawozów i surowców do ich produkcji. Międzynarodowy Fundusz Walutowy oszacował, że zazwyczaj przez cieśninę przepływa około jednej trzeciej światowych dostaw nawozów. Sytuacja ta spowodowała gwałtowny wzrost cen mocznika na początku roku i utrudniła zakupy w okresie siewów na półkuli północnej.
Bank Światowy prognozował następnie, że średnie ceny nawozów wzrosną w 2026 roku o 31 procent, przy czym największy wzrost – o 60 procent – odnotuje mocznik. Prognoza ta została sporządzona w warunkach wyjątkowej niepewności geopolitycznej i nie należy jej traktować jako pewnego scenariusza. Ceny mogą szybko ulec odwróceniu, gdy ponownie zostaną otwarte szlaki eksportowe, popyt osłabnie lub producenci przywrócą podaż.
Rzeczywiście, do czerwca ceny mocznika znacznie spadły w stosunku do szczytowego poziomu osiągniętego w czasie wojny, ponieważ handlowcy spodziewali się wznowienia chińskiego eksportu i ponownie ocenili skalę zakłóceń. Ta korekta jest istotna, ale nie niweluje kosztów poniesionych wcześniej przez rolników.
Produkcja rolna charakteryzuje się opóźnieniem. Spadek cen w czerwcu nie może z mocą wsteczną poprawić opłacalności nawozów zakupionych w marcu. Nie może też przywrócić azotu, którego rolnik postanowił nie stosować.
Właśnie dlatego rynek kasowy może sprawiać wrażenie spokojnego, podczas gdy wpływ czynników rolniczych wciąż oddziałuje na system.
Rolnicy nie muszą zaprzestać upraw, aby ten wstrząs miał znaczenie
Najbardziej dramatyczny scenariusz zakładałby niedobory nawozów uniemożliwiające rolnikom siew. Bardziej prawdopodobne ryzyko jest mniej widoczne: rolnicy nadal prowadzą produkcję, ale zmieniają sposób jej prowadzenia.
Kukurydza wymaga znacznych ilości azotu i może stać się mniej opłacalna w uprawie, gdy wzrosną ceny mocznika. Soja wiąże azot z atmosfery i zazwyczaj wymaga mniejszych dawek nawozów azotowych. Rolnik borykający się z niskimi cenami kukurydzy i drogimi nawozami może zatem zwiększyć areał upraw soi lub ograniczyć stosowanie nawozów azotowych, zamiast pozostawić pola niewykorzystane.
W przypadku pojedynczej firmy może to być racjonalne posunięcie. Jednak w skali całego dużego regionu produkcyjnego może to wpłynąć na przyszłą podaż.
W maju Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) zauważyła, że prognozy dotyczące zmniejszenia areału upraw pszenicy wynikają częściowo z faktu, iż rolnicy przechodzą na uprawy wymagające mniejszego zużycia nawozów. Organizacja ostrzegła również, że ograniczona dostępność nawozów na bazie amoniaku, mocznika, fosforanów i siarki może wpłynąć na produkcję pszenicy, kukurydzy i ryżu w ciągu sześciu do dziewięciu miesięcy.
Mniejsze zużycie nawozów nie zawsze oznacza proporcjonalnie mniejsze plony. Niektóre gospodarstwa mogą poprawić efektywność nawożenia, przeprowadzać badania gleby lub ograniczyć nadmierne stosowanie nawozów bez znaczącego pogorszenia plonów. Reakcja zależy od warunków glebowych, rodzaju upraw, pogody oraz tego, jak efektywnie dotychczas stosowano składniki odżywcze.
Presja ta jest bardziej dotkliwa tam, gdzie rolnicy nie mają dostępu do kredytów. Producent dysponujący odpowiednim kapitałem może ponieść wyższe koszty i zabezpieczyć plony. Mały rolnik, który nie jest w stanie sfinansować zakupu, może zastosować mniej nawozu, nawet jeśli przewidywana cena plonów uzasadniałaby jego użycie. W takim przypadku niedobór ma charakter finansowy, a nie fizyczny.
Dotacje rządowe mogą złagodzić ten efekt, ale nie sprawiają, że koszt znika. Przenoszą go one z rolnika do budżetu państwa. W krajach, które regulują ceny detaliczne nawozów lub wypłacają rekompensaty producentom, globalny wstrząs może stać się problemem budżetowym, zanim ujawni się jako inflacja cen żywności.
Pierwsze oznaki pojawiają się w zbożach
Światowe ceny żywności nie wysłały jeszcze jednoznacznego sygnału kryzysowego.
Indeks cen żywności FAO utrzymał się w maju 2026 r. na zasadniczo stabilnym poziomie, odnotowując nieznaczny spadek w porównaniu z kwietniem, ponieważ spadki cen olejów roślinnych i produktów mlecznych zrównoważyły wzrosty w innych segmentach. Stanowi to istotną przeciwwagę dla bardziej alarmistycznej interpretacji sytuacji na rynkach nawozów.
Ceny zbóż zmierzały jednak w przeciwnym kierunku. W maju wzrósł indeks cen zbóż FAO, a światowe ceny pszenicy rosły już czwarty miesiąc z rzędu. Przyczyniły się do tego: prognozy niższych zbiorów u głównych eksporterów, trudne warunki uprawowe w niektórych regionach Stanów Zjednoczonych oraz wyższe koszty paliwa i nawozów.
Nie jest to dowód na to, że nawozy wywołały już nowy cykl inflacyjny. Na ceny pszenicy wpływają warunki pogodowe, stan zapasów, konkurencja eksportowa oraz wahania kursów walutowych. Obecny wzrost jest wynikiem zbiegu kilku czynników wywierających presję w tym samym czasie.
Sytuacja w zakresie światowych dostaw nie jest też tak niestabilna, jak miało to miejsce podczas niektórych wcześniejszych wstrząsów cenowych na rynku żywności. Zapasy głównych zbóż pozostają stosunkowo wysokie, a rekordowe lub niemal rekordowe stany magazynowe na niektórych rynkach mogłyby zrównoważyć straty produkcyjne. Odpowiednie rezerwy zmniejszają ryzyko, że pojedyncze rozczarowujące zbiory przerodzą się w międzynarodowy niedobór.
Zapasy nie są w stanie wyeliminować ryzyka związanego z dystrybucją. Zboże może być dostępne w dużych ilościach na całym świecie, a jednocześnie pozostawać drogie lub niedostępne w kraju o słabej walucie, zniszczonej infrastrukturze lub restrykcyjnej polityce handlowej. Światowa podaż i lokalna przystępność cenowa są ze sobą powiązane, ale nie stanowią tego samego problemu.
Ograniczenia eksportowe mogą pogłębić skutki kryzysu
To od postępowania rządów będzie zależało, czy szok związany z kosztami produkcji, który da się opanować, przerodzi się w szerszy problem związany z cenami żywności.
Kiedy ceny krajowe rosną, kraje eksportujące żywność czasami ograniczają eksport, aby chronić lokalnych konsumentów. Logika polityczna tego działania jest zrozumiała. Skutki na arenie międzynarodowej mogą być jednak szkodliwe: na rynek światowy trafia mniej towaru, importerzy konkurują o mniejsze ilości, a wyższe ceny sprzyjają wprowadzaniu kolejnych ograniczeń.
To samo dotyczy nawozów. Kontrola eksportu, sankcje i wymogi licencyjne mogą zapewnić dostępność tych produktów na rynku krajowym, jednocześnie ograniczając ich podaż w innych krajach.
W okresie gwałtownych wzrostów cen żywności w latach 2007–2008 oraz w wyniku zakłóceń, które nastąpiły po inwazji Rosji na Ukrainę, działania polityczne jeszcze bardziej spotęgowały niektóre z pierwotnych napięć. Państwo ograniczające eksport ryżu, pszenicy lub nawozów może wprawdzie poprawić swoją bieżącą sytuację wewnętrzną, ale jednocześnie przenosi inflację na swoje sąsiednie kraje.
Obecna sytuacja rynkowa zależy zatem nie tylko od tego, czy fabryki są w stanie wyprodukować wystarczającą ilość nawozów, ale także od tego, czy produkt ten można sfinansować, przetransportować i wprowadzić do obrotu bez przeszkód ze strony rządów.
Dla przedsiębiorstw spożywczych oznacza to szerszy problem związany z zaopatrzeniem. Ryzyko nie polega jedynie na tym, że pszenica lub olej roślinny stają się droższe. Chodzi o to, że dostawcy borykają się z różnymi wstrząsami w różnych regionach, co utrudnia wycenę umów i sprawia, że planowanie produkcji staje się mniej wiarygodne.
Nie każda firma spożywcza jest w stanie przenieść ten koszt na klientów
Wzrost cen surowców rolnych nie wpływa w jednakowym stopniu na wszystkie przedsiębiorstwa.
Międzynarodowa firma spożywcza o ugruntowanej marce może podnieść ceny, zmniejszyć rozmiary opakowań, zmienić skład produktów lub zabezpieczyć część swojego ryzyka związanego z cenami surowców. Sieć supermarketów może zmienić dostawców i wykorzystać asortyment marek własnych do kształtowania poziomu cen. Mała piekarnia lub producent żywności ma zazwyczaj mniej możliwości.
Ważny jest również moment. Firmy często kupują surowce na podstawie umów zawieranych z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Zabezpieczenie pozycji może opóźnić skutki wstrząsu rynkowego, co oznacza, że marże przedsiębiorstw mogą pozostać stabilne, podczas gdy ceny spotowe rosną. Kiedy umowy te wygasają, koszty pojawiają się z opóźnieniem.
Inwestorzy oczekujący bezpośredniego związku między cenami nawozów a przychodami firm spożywczych mogą zatem poczuć się rozczarowani. Pierwszym skutkiem dla przedsiębiorstw może być raczej spadek marż niż wzrost sprzedaży. Szczególnie narażone są firmy, które nie mogą podnieść cen bez ryzyka utraty klientów.
O zdolności do kształtowania cen często mówi się tak, jakby była to stała cecha marki. W praktyce zależy ona jednak od wysokości podwyżki, dochodów gospodarstw domowych oraz tego, jak dawno firma ostatnio podniosła ceny. Po kilku latach utrzymujących się wysokich kosztów utrzymania konsumenci mogą być mniej skłonni do zaakceptowania kolejnej podwyżki.
Sprzedawcy detaliczni również zaczynają działać bardziej agresywnie, gdy klienci sięgają po tańsze produkty. Producent może co prawda mieć formalną możliwość ogłoszenia podwyżki cen, ale mimo to godzi się na większe wydatki promocyjne lub rabaty, aby zachować miejsce na półkach.
Na co inwestorzy powinni teraz zwrócić uwagę
Wskaźnik cen nawozów jest przydatny, ale sam w sobie nie wystarcza. Bardziej wiarygodna ocena inflacji cen żywności uwzględnia zarówno ceny czynników produkcji, jak i dane dotyczące zasiewów, warunków pogodowych, handlu oraz zapasów.
Mocznik zasługuje na szczególną uwagę ze względu na jego znaczenie dla globalnego zużycia azotu oraz wrażliwość na ceny gazu i zakłócenia w handlu. Rynki fosforanów i potażu mogą jednak podlegać odmiennej dynamice, a poprawa sytuacji na rynku mocznika nie oznacza, że wszystkie składniki odżywcze dla upraw stały się przystępne cenowo.
Kolejnym dowodem są decyzje dotyczące upraw. Zmiany w powierzchni upraw kukurydzy, pszenicy, soi i innych roślin wskazują, w jaki sposób rolnicy reagują na marże. Dawki nawozów mają równie duże znaczenie jak powierzchnia upraw, choć trudniej jest je obserwować w czasie rzeczywistym.
To właśnie stan upraw decyduje o tym, czy zmniejszenie nakładów stanie się przyczyną spadku plonów. Sprzyjająca pogoda może zniwelować pewne ograniczenie stosowania nawozów. Susza lub ekstremalne upały mogą natomiast pogorszyć sytuację.
Ograniczenia eksportowe stanowiłyby poważniejsze ostrzeżenie. Sytuacja na rynku fizycznym, w której występuje niedobór podaży, często może ulec poprawie dzięki zwiększeniu produkcji i zmniejszeniu popytu. Rynek rozdrobniony przez środki kontroli rządowej trudniej jest przywrócić do równowagi.
Waluty dopełniają ten obraz. Stabilna cena w dolarach może nadal stanowić poważny szok lokalny, gdy waluta kraju importującego traci na wartości. Dla inwestorów lub przedsiębiorstw działających na rynkach wschodzących globalne wskaźniki cen surowców należy zatem analizować w połączeniu z kursami walutowymi i krajową inflacją cen żywności.
Ostrzeżenie jest wiarygodne, ale wynik nie jest jeszcze przesądzony
Ceny nawozów nie wskazują z całą pewnością na powtórkę sytuacji z 2008 roku. Ich przesłanie jest węższe i bardziej przydatne.
Cena jednego z głównych środków produkcji rolnej znacznie wzrosła właśnie w momencie, gdy rolnicy podejmowali decyzje dotyczące tego, co zasiać i z jaką intensywnością uprawiać daną roślinę. Część tego wzrostu uległa od tego czasu odwróceniu, jednak decyzji dotyczących produkcji podjętych w okresie tego wstrząsu nie da się cofnąć tak szybko.
Duże zapasy zbóż oraz niższe ceny nawozów zmniejszają prawdopodobieństwo wystąpienia poważnego globalnego niedoboru. Nie eliminują one jednak ryzyka niższych plonów, zmian w wyborze upraw oraz wyższych cen zbóż w dalszej części 2026 roku i w 2027 roku. Nie chronią też krajów importujących o niskich dochodach przed łącznym wpływem wysokich cen nawozów, energii i walut obcych.
Kolejny istotny sygnał nie będzie pochodził z kolejnej prognozy długoterminowej. Będzie on wynikał z wyników zbiorów: czy rolnicy kontynuowali nawożenie, czy warunki pogodowe zrekompensowały mniejsze marże oraz czy rządy zezwoliły na dalszy przepływ żywności i nawozów przez granice.


